Krem z dyni z prażoną na czosnku zieloną soczewicą

Wrzesień minął mi nadspodziewanie szybko, poznaczony godzinami spędzonymi przed ekranem na kończeniu pracy magisterskiej. Kiedy teraz o tym pomyślę, to wszystkie dni składają się w jeden długi, jesienny dzień, o poranku lśniący lodowatą rosą, w południe prażący resztkami letniego słońca i o zachodzie czarującym jak rubinowy naszyjnik. Na dni owinięte kocem, na jesienną pluchę, na zimny wiatr… zupa w kolorze zachodzącego słońca. Kremowa dynia, chrupiąca soczewica i aromatyczny czosnek. Prawdziwe smaki jesieni.

IS_DSC05315

Czytaj dalej

Reklamy

Wegański mus czekoladowy i kokosanki z pieprzem cayenne

Jest coś ciepłego w jesieni. Mimo deszczu, który od dwóch dni niemal nieprzerwanie zalewa mi okna, mimo wiatru huczącego w nieszczelnych ramach, mimo chłodu, wdzierającego się pod kurtkę i do rękawów. Możliwość zakopania się w ciepłym kocu, założenie miękkiego swetra, który ogrzewa aż do samego serca i puchate skarpety, to dla mnie symbole jesieni. A kiedy siedzę przy oknie, owinięta w koc, z herbatą z miodem w moim ulubionym kubku, wtedy wiem, że jesień przyszła naprawdę.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jesienią mam dużo mniejsze wyrzuty sumienia, nawet, kiedy zajadam się deserami. I chociaż obecnie przygotowuję swoje ulubione przepisy ze zdrowszych zamienników, to nie zamierzam rezygnować z doskonałego smaku.
Ciemna czekolada, nomen omen zawierająca mnóstwo wartości odżywczych, to chyba jeden z lepszych smaków jesieni. Doskonale pasuje do cynamonu, imbiru… a w lekkiej wersji także do kokosa i pieprzu kajeńskiego. Dziś w wersji wegańskiej i bezkompromisowo przepysznej.

IS_DSC05282

Przepis inspirowany poczynaniami chłopców z SortedFood.

Czytaj dalej

Ciasto Rafaello (bez pieczenia)

Lato.

Ależ upał… Może to dlatego, że nie przepadam generalnie za wysokimi temperaturami, ale stanie w kuchni (czy to przy kuchence, czy przy piekarniku) w takie dni, to dla mnie udręka. Mimo to, na ostatni obiad u rodziców M. zobowiązałam się do przygotowania deseru. Przerabiałam już tarty na zimno, serniki, desery owocowe… a ostatnio zorientowałam się, że brakuje tu jednego z moich pierwszych przepisów! Dobre 10 lat temu, kiedy zaczynałam przygodę z pieczeniem i gotowaniem, a jedynym przepisem, który znałam na pamięć było ciasto jogurtowe, przyjaciółka podzieliła się ze mną przepisem na „ciasto rafaello”. Kiedy pierwszy raz go spróbowałam, wiedziałam, że stanie się moim ulubieńcem.
Po pierwsze dlatego, że uwielbiam Rafaello. Po drugie: ciasto nie wymaga pieczenia. Po trzecie wreszcie: zawsze bardzo intrygowały mnie połączenia słodko-słone. Degustacja u rodziców M. przebiegła pomyślnie i (na moje szczęście) wszystkim smakowało. Więc po takim „beta-teście” mogę się z czystym sumieniem podzielić tym, nieco zmodyfikowanym przez ostatnie 10 lat, przepisem.

IS_DSC05238

Czytaj dalej

Domowa mieszanka olejków

Często korzystam z Pinteresta i zanim wpiszę coś w pole wyszukiwania, przeglądam główny feed. Nie mogłam nie zauważyć, jak często z zakładki Uroda wyskakiwały posty, w których głównym bohaterem był tajemniczy ‚castor oil’.

Przyznam szczerze, przez długi czas cała idea olejowania i używania jakichkolwiek olejków w codziennym życiu była mi obca (poza kuchnią). Kilka miesięcy temu jednak, i to głównie ze względu na promocję, kupiłam dwie mieszanki olejów, przeznaczone do pielęgnacji włosów. Przez jakiś czas nawet z powodzeniem je stosowałam, ale że systematyczność nie jest moją mocną stroną… projekt upadł, zanim tak naprawdę mogłam zauważyć jakieś efekty.

Aby dotrzeć do sedna dzisiejszego posta, muszę wspomnieć o jeszcze jednym nowym nawyku, jaki w sobie powoli wyrabiam. Od kilku miesięcy, stopniowo (wyczerpując zaskakujące mnie samą zapasy kosmetyków) inwestuję w produkty naturalne, szampony ziołowe, maseczki i produkty do mycia zawierające minimalną ilość szkodliwych substancji chemicznych. I tak, spacerując po moim ulubionym sklepie, natrafiłam na tenże ‚castor oil’, który okazał się być rodzimym olejem rycynowym. Doszłam zatem do wniosku, że najwyższy czas spróbować, czy aby na pewno jest taki magiczny.

IS_DSC05230

Czytaj dalej

Tort szpinakowy

Uciekłam na wieś w środku tygodnia, zaskoczona jak nigdy, że TO już. Ale TO zaatakowało mnie już w mieście. Słońcem, wiatrem, który niósł ze sobą zapach świeżo skoszonej trawy i deszczem, który pozostawiał po sobie oblepiające mnie, słodkie powietrze.
Zaatakowało mnie lato, więc spakowałam torbę i przeniosłam się ze skromnych 40 metrów do domu rodziców, w którym mieszkają wszystkie najlepsze wspomnienia i zapachy dzieciństwa.
I tak codziennie przywoływałam jeden z nich. A to skoszoną trawą, a to rozgrzanymi w słońcu stronami książki. Grałam w piłkę, stałam w deszczu i oglądałam gwiazdy, jakbym znów była 10-letnią dziewczynką, która właśnie rozpoczęła wakacje.
Kojarzycie zapach słońca i wiatru, które osiadają na suszącym się na świeżym powietrzu praniu? Kiedy wysuszone niemal na wiór ubrania są tak ciepłe i miłe w dotyku, że pieszczota, zadawana skórze, usypia? To jeden z moich ulubionych zapachów i niezmiennie kojarzy mi się z dzieciństwem. Ale najbardziej pamiętam truskawki.
Za moim domem, w niewielkim ogródku, zawsze było dla nich miejsce. Przez lata rok w rok biegaliśmy z bratem w mokrej trawie, brudząc stopy świeżą ziemią i mocząc nogawki piżamek, żeby móc wyciągać spod liści jeszcze mokre od rosy czerwone, słodkie owoce. Lepsze od tego były tylko desery, kiedy mama dodawała do truskawek kwaśną śmietanę i cukier, który chrupał w zębach.
To ciasto jest właśnie wspomnieniem dzieciństwa. Słodkimi truskawkami, zielonym jak świeża trawa biszkoptem i białym jak prześcieradło schnące na słońcu kremem.

IS_DSC05198

Czytaj dalej

Bananowe pancakes

takie, że aż chce się jeść

Macie tak, że budzicie się z rana i zbiera Was ochota na epickie śniadanie? A potem idziecie zaspani do kuchni, grzebiecie po szafkach i lodówce, i okazuje się, że nie ma NIC. No nic.
Dobra. Jest jajko. Resztka mąki, trochę mleka. O, banan!
No i nie wiem, jak Wy, bo ja sobie generalnie kiepsko radzę z takim niedostatkiem, ale okazuje się, że różne rzeczy można zrobić nawet z niczego.
Więc oto są. 60% powietrza, 20% banana. Bananowe pancakes z miodem z przydomowej pasieki.

is_dsc05069
Czytaj dalej

Czekoladowy sernik (na zimno)

Okej.
Ustalmy fakty.
Jeśli coś ma napis „z czekoladą”, to mnie przekonuje.
Nawet jeśli to jest totalitaryzm. Totalitaryzm z czekoladą? Sprzedany.
Jeśli coś mówi „sernik”, to biorę.
Ten sam przykład. Sernik totalitarny? Z CZEKOLADĄ?! Tak.
Więc jeśli piszę „czekoladowy sernik”, to znaczy, że się zakochałam, a każdy, kto nie wypróbuje tego przepisu jest… hm. Pozostawiam to do własnej interpretacji.

is_dsc05025

Czytaj dalej