Od nowa

Raz jeszcze zaczynam od nowa.


Od początku. Gotować uwielbiałam praktycznie od dziecka. Przed tym istniała tylko moja miłość do spożywania. Moim pierwszym popisem kulinarnym były polskie kotlety schabowe z tłuczonymi ziemniakami i były pas-kud-ne.

Mama nie pozwalała mi gotować w domu. Zawsze byłam „za mała”, „zbyt niezdrana” albo po prostu „zbyt”. Podczas wakacji u siostry mojej babci poproszono mnie o przygotowanie obiadu. Jako dumna ośmiolatka przyjęłam wyzwanie (słowem nie wspominając o braku doświadczenia).

Godzinę i trzy oparzenia później podaliśmy obiad. Wszystkim miny zrzedły, kiedy się okazało, że nie użyłam ani soli, ani pieprzu. Na szczęście kochali mnie na tyle, by z kamiennymi twarzami zjeść na wpół surową, na wpół spaloną wieprzowinę. Dopiero wieczorem przekonaliśmy się, jak źle to wpłynęło na nasze żołądki. Postanowiłam wtedy, że nauczę się gotować.

Miłość do gotowania została szybko odwzajemniona. Z roślinami, zwierzętami czy dziećmi nie radziłam sobie nigdy – ale składniki posiłków wydawały się słuchać i spełniać moje oczekiwania. Gotowałam bardzo instynktownie, po prostu, bez przepisów. Dopiero później zapragnęłam wiedzy.

Do dzisiaj posiadam kolekcję książek kucharskich prawie tak wielką jak fantasy. A część z nich to kuchnia fantasy! (tak, wiem)


Więc jestem. 15 lat od tragicznej w skutkach półsurowej świńskiej dupy. Zaczynam już ostatni raz. I kompletnie nie wiem, co robię.

Reklamy