Posiłki poza domem

Zdarzają się takie sytuacje, kiedy cały dzień nie ma mnie w domu (zaskakująco często). Naszła mnie ostatnio myśl, żeby podliczyć, ile wydaję na jedzenie „na mieście”. Pewnie nikogo nie zdziwią te kwoty, nawet mnie, ale podziwiam (z niejakim przerażeniem) swoją zdolność do wydawania pieniędzy. Kawa? Proszę bardzo. 6-15 zł (o tych naprawdę dużych i naprawdę smakowych nawet nie wspomnę). Śniadanie? Jasne! Od 10 zł wzwyż. Obiad? Nawet sałatka kosztuje minimum 13 zł. Kolacja, choćby nie wiem jak lekka, ok. 20 zł. Do tego dwie przekąski w ciągu dnia, max. 10 zł. Jeśli miałabym się tak żywić codziennie, płacić czynsz i rachunki, i jeszcze mieć z czego odłożyć, mój dochód netto musiałby wykraczać ponad średnią krajową. A przecież wciąż studiuję!
Zdewastowana ilością niepotrzebnych wydatków weszłam na halę supermarketu z jedną myślą w głowie: „Jutro nie zjem nic, czego nie przygotuję”. I tak zrodziło się moje prawie-bento trio, które zapewni dzienną dawkę energii i witamin, nie przekraczając dziennego (choć nie jakoś szczególnie restrykcyjnego) limitu kilokalorii.

IS_bento (10)

Czytaj dalej

Reklamy

Precyzyjny plan to połowa sukcesu

Ten post będzie nie tylko czymś, co chcę Wam powiedzieć, ale też podsumowaniem tego, co dzieje się w mojej głowie. Jakoś o wiele łatwiej uporządkować myśli zapisane.

Ostatnio sporo się zastanawiałam nad tym, komu i po co ja właściwie piszę, gotuję, publikuję. Siedząc w Artetece (swoją drogą polecam miejscówkę na mapie Krakowa dla wszystkich, którzy potrzebują spokojnego miejsca na naukę lub relaks). Blogerzy lajfstajlowi prześcigają się w publikacjach, mówiących o tym, jak i po co blogować, jak korzystać z narzędzi analitycznych… ja się na tym kompletnie nie znam. Blog nigdy nie był dla mnie pracą, zawsze raczej dochodzącym hobby, które po jakimś czasie angażowało mnie za bardzo, bym mogła sobie pozwolić na kontynuację działań.

DSC00012 (2)

Czytaj dalej

Truskawkowy koktajl. Jak u Mamy

Kocham truskawki. Pewnie już o tym pisałam i pewnie wielokrotnie o tym wspomnę w tej lub innej formie, ale nie ma dla mnie nic przyjemniejszego niż garść tych owoców jako przekąska. Codziennie kupuję ok. pół kilograma, wracając z uniwersytetu i do 22 wszystkie magicznie znikają, a ja mam lepszy humor i zero wyrzutów sumienia (dzięki truskawkom chwilowo odstawiłam czekoladę).
Czasem jednak przerabiam je na coś innego. Widzieliście już mój bezowy tort z truskawkami. A kiedy nie mam siły i czasu, miksuję truskawki z kefirem i wypijam, również w ramach sycącego, pełnego probiotyków napoju. Takie koktajle pamiętam jeszcze z dzieciństwa, kiedy jeździłyśmy z mamą po świeże mleko i zostawiałyśmy je na parapecie, by po kilku dniach mieszać kwaśne z owocami. Lato na wsi pachnie truskawkami, kochani.

IS_DSC001 (1)

Czytaj dalej

Bezowy tort z truskawkami

Oficjalnie, bo własnoręcznie, rozpoczęłam sezon truskawkowy – najmilszą część kulinarnego roku, przynajmniej z mojej perspektywy. Dopełnienie słodkich, choć jeszcze lekko kwaskowatych owoców mocno słodką bezą i bitą śmietaną (bez dodatku cukru) to spełnienie moich niegrzecznych marzeń o sezonie truskawkowym.
Bezy robię już od jakiegoś czasu (niestety tylko wtedy, kiedy mam dostęp do piekarnika w domu rodziców mojego M.) i najlepiej mi wychodzą z użyciem miksera mamy M. Niezastąpiona, wieloletnia, sprawdzona maszynka zawsze ubije mi białka z cukrem najlepiej, a bezy wychodzą nieziemskie – kruche z zewnątrz i ciagnące w środku. Ten deser to prosty (5 składników!) i szybki (poza czasem pieczenia bezów) show-stopper na popołudniowe przyjęcie z przyjaciółmi lub deser na rocznicę ślubu.

IS_20160606_160537

Czytaj dalej

Naprawdę długi weekend

Bo od wtorku do wtorku. Tyle dokładnie trzeba, żeby zwiedzić Warszawę, Wilno i Troki, pobyć z przyjaciółmi, nauczyć się grać w planszówkę, przypomnieć sobie zasady Uno, zjeść przysmak kuchni karaimskiej i nabawić się kilkunastu odcisków i otarć na stopach. Bo nie ma lepszego sposobu na poznanie miasta, niż pójście w tango z brukowanymi uliczkami…
Moja, a raczej nasza, bo M. wiernie mi towarzyszył, wyprawa nie była niestety kulinarnym tripem. Raczej studencką wycieczką krajoznawczą, dzięki której mogłam zobaczyć się z dawno niewidzianymi przyjaciółkami we wspaniałym, nowym dla mnie miejscu.

20160526_120054

Czytaj dalej