Ciasto Rafaello (bez pieczenia)

Lato.

Ależ upał… Może to dlatego, że nie przepadam generalnie za wysokimi temperaturami, ale stanie w kuchni (czy to przy kuchence, czy przy piekarniku) w takie dni, to dla mnie udręka. Mimo to, na ostatni obiad u rodziców M. zobowiązałam się do przygotowania deseru. Przerabiałam już tarty na zimno, serniki, desery owocowe… a ostatnio zorientowałam się, że brakuje tu jednego z moich pierwszych przepisów! Dobre 10 lat temu, kiedy zaczynałam przygodę z pieczeniem i gotowaniem, a jedynym przepisem, który znałam na pamięć było ciasto jogurtowe, przyjaciółka podzieliła się ze mną przepisem na „ciasto rafaello”. Kiedy pierwszy raz go spróbowałam, wiedziałam, że stanie się moim ulubieńcem.
Po pierwsze dlatego, że uwielbiam Rafaello. Po drugie: ciasto nie wymaga pieczenia. Po trzecie wreszcie: zawsze bardzo intrygowały mnie połączenia słodko-słone. Degustacja u rodziców M. przebiegła pomyślnie i (na moje szczęście) wszystkim smakowało. Więc po takim „beta-teście” mogę się z czystym sumieniem podzielić tym, nieco zmodyfikowanym przez ostatnie 10 lat, przepisem.

IS_DSC05238

Czytaj dalej

Reklamy

Domowa mieszanka olejków

Często korzystam z Pinteresta i zanim wpiszę coś w pole wyszukiwania, przeglądam główny feed. Nie mogłam nie zauważyć, jak często z zakładki Uroda wyskakiwały posty, w których głównym bohaterem był tajemniczy ‚castor oil’.

Przyznam szczerze, przez długi czas cała idea olejowania i używania jakichkolwiek olejków w codziennym życiu była mi obca (poza kuchnią). Kilka miesięcy temu jednak, i to głównie ze względu na promocję, kupiłam dwie mieszanki olejów, przeznaczone do pielęgnacji włosów. Przez jakiś czas nawet z powodzeniem je stosowałam, ale że systematyczność nie jest moją mocną stroną… projekt upadł, zanim tak naprawdę mogłam zauważyć jakieś efekty.

Aby dotrzeć do sedna dzisiejszego posta, muszę wspomnieć o jeszcze jednym nowym nawyku, jaki w sobie powoli wyrabiam. Od kilku miesięcy, stopniowo (wyczerpując zaskakujące mnie samą zapasy kosmetyków) inwestuję w produkty naturalne, szampony ziołowe, maseczki i produkty do mycia zawierające minimalną ilość szkodliwych substancji chemicznych. I tak, spacerując po moim ulubionym sklepie, natrafiłam na tenże ‚castor oil’, który okazał się być rodzimym olejem rycynowym. Doszłam zatem do wniosku, że najwyższy czas spróbować, czy aby na pewno jest taki magiczny.

IS_DSC05230

Czytaj dalej

Tort szpinakowy

Uciekłam na wieś w środku tygodnia, zaskoczona jak nigdy, że TO już. Ale TO zaatakowało mnie już w mieście. Słońcem, wiatrem, który niósł ze sobą zapach świeżo skoszonej trawy i deszczem, który pozostawiał po sobie oblepiające mnie, słodkie powietrze.
Zaatakowało mnie lato, więc spakowałam torbę i przeniosłam się ze skromnych 40 metrów do domu rodziców, w którym mieszkają wszystkie najlepsze wspomnienia i zapachy dzieciństwa.
I tak codziennie przywoływałam jeden z nich. A to skoszoną trawą, a to rozgrzanymi w słońcu stronami książki. Grałam w piłkę, stałam w deszczu i oglądałam gwiazdy, jakbym znów była 10-letnią dziewczynką, która właśnie rozpoczęła wakacje.
Kojarzycie zapach słońca i wiatru, które osiadają na suszącym się na świeżym powietrzu praniu? Kiedy wysuszone niemal na wiór ubrania są tak ciepłe i miłe w dotyku, że pieszczota, zadawana skórze, usypia? To jeden z moich ulubionych zapachów i niezmiennie kojarzy mi się z dzieciństwem. Ale najbardziej pamiętam truskawki.
Za moim domem, w niewielkim ogródku, zawsze było dla nich miejsce. Przez lata rok w rok biegaliśmy z bratem w mokrej trawie, brudząc stopy świeżą ziemią i mocząc nogawki piżamek, żeby móc wyciągać spod liści jeszcze mokre od rosy czerwone, słodkie owoce. Lepsze od tego były tylko desery, kiedy mama dodawała do truskawek kwaśną śmietanę i cukier, który chrupał w zębach.
To ciasto jest właśnie wspomnieniem dzieciństwa. Słodkimi truskawkami, zielonym jak świeża trawa biszkoptem i białym jak prześcieradło schnące na słońcu kremem.

IS_DSC05198

Czytaj dalej