Brownie z czerwonym winem

Generalnie tegoroczna zima jest jak związek z kiepskim partnerem: rozczarowująca i trochę bez sensu, przynajmniej w Krakowie. Śniegu tyle, co kot napłakał, ani większych mrozów, ani bajecznych zachodów słońca ze światłem, pełgającym po kopczykach białego puchu. No, dzisiaj jest już trochę lepiej, przynajmniej na razie.
I jakoś tak pośród tego całego rozczarowania poczułam, że potrzebne mi jest nie tyle pocieszenie, co po prostu jakieś głęboko satysfakcjonujące doświadczenie. Choć ostatnio czasu na gotowanie i pieczenie mam mniej (co wydaje mi się dziwne, bo po skończeniu studiów czasu wolnego teoretycznie powinno przybyć), to próbuję się nie poddawać. Mimo ogromnych trudności w zgraniu grafiku pracy z grafikiem gotowania i sesji zdjęciowych w ciągu tych dwóch godzin dziennie, kiedy światło jest zadowalające (bo o zjawiskowym nie ma co mówić aż do kwietnia [i, może, nowego mieszkania]), staram się wyprodukować z siebie coś każdego tygodnia.
Systematyczność była moją główną cechą, ale, jak się okazuje, tylko wtedy, gdy była wymuszona koniecznością wyższą. Od kilku lat jestem pewna, że mój totalny brak samodyscypliny jest tyleż nieodpowiedzialny, co zakrawa na zaawansowane skłonności autodestrukcyjne. Nic to jednak, albowiem co tydzień (przy okazji wolnego dnia, który spędzam w kawiarni z laptopem) obiecuję poprawę, pracę nad sobą i zniewalające efekty już niedługo („jużniedługo” stoi u mnie na tej samej mitycznej półce, co „kiedyś” i „zaraz”, więc zapewne domyślacie się skuteczności tychże zabiegów).
Ale przecież ja nie o tym.
Nie o moim kompletnym rozmemłaniu życiowym, ani nawet o moim życiu per se, ale o tym brownie.
Bo przecież po to tu jesteście, nie?

IS_DSC05477


Jeśli w ogóle ktokolwiek tu zagląda.
Możecie powiedzieć „brownie jak brownie” i nie będziecie ani trochę bliscy prawdy.
Jako osoba o szalonej wręcz, niemal samobójczej skłonności do słodyczy, jestem przekonana o tym, że zjadłam w życiu więcej kawałków czekolady i ciasta czekoladowego, niż ktokolwiek z Was (i tym samym widocznie zawyżam statystyki spożycia czekolady w Polsce). I czegoś takiego, jak to brownie, jeszcze nigdy nie jadłam.
Czy to dodatek wina, czy wyjątkowo skrupulatna kontrola czasu wypieku, a może jedno i drugie? Nie wiem. Efekt jednak jest piorunujący i zachęcam Was wszystkich i każdego z osobna, by spróbował swoich sił w starciu z ciastem, którego cała filozofia opiera się na roztopieniu czekolady i wymieszaniu składników.

Pssst! Dobry patent na Dzień Babci i Dzień Dziadka!

IS_DSC05462

Dziękuję KUKBUKowi za ten wspaniały przepis w najnowszym numerze „Nie z tej ziemi”. Poniżej wolna interpretacja.

Składniki (na tortownicę o boku 20 cm)
200 g oleju kokosowego
200 g czekolady gorzkiej 85%
100 ml czerwonego wytrawnego wina (wybór pozostawiam kubkom smakowym wykonawcy)
100 g cukru demerara
70 g cukru muscovado
3 jajka
60 g gorzkiego kakao
60 g mąki żytniej drobno mielonej
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

Olej i czekoladę rozpuścić w garnuszku z grubym dnem na najmniejszym możliwym ogniu lub mocy płyty grzewczej, mieszając regularnie (choć nie bez przerwy). Do ciepłej masy dodać oba rodzaje cukru i odstawić na 5 minut. Po tym czasie wymieszać (większość cukru powinna się roztopić). Dodać wino i odstawić do wystudzenia (min. 20 minut).
Do przestudzonej masy dodać jajka (wyjęte ok. godzinę wcześniej z lodówki) i wymieszać do uzyskania gładkiej konsystencji. Bezpośrednio do garnuszka przesiać mąkę, kakao, sól i sodę, wymieszać trzepaczką (mieszanie szpatułką spowoduje utworzenie się grudek w gęstym cieście).
Formę wyłożyć na dnie papierem do pieczenia. Wlać do niej gotową masę i piec przez 20 minut w temperaturze 160 stopni C (przy zmianie wielkości formy bardzo istotne będzie pilnowanie czasu pieczenia, aby uzyskać półpłynne wnętrze). Gotowe brownie powinno być upieczone od krawędzi, ale środek powinien być lekko płynny (gdy poruszymy formą, ciasto powinno drżeć).
Najlepsze jest na ciepło, np. z cierpkim musem malinowym, po wystudzeniu jednak można je z powodzeniem podgrzewać np. w piecu konwekcyjnym lub mikrofali (max. przez 1 minutę).

IS_DSC05463

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s